Tak mi ta telekomunikacja wyłazi uparcie zza nawigacji lotniczej że nie ma wyjścia - trzeba coś o niej napisać. "Coś" to znaczy co to jest, czym się zajmuje a czym nie, jakimi pojęciami operuje. Ktoś mógłby spytać (i na pewno spyta) co u licha mają do techniki lotniczej jakieś granice ogródków speców od drutu i fal radiowych. A tym bardziej co to ma wspólnego z nawigacją. Przecież to tylko narzędzie - ma działać, i już.
Jakoś nie potrafię znaleźć szybkiej i trafnej riposty, oficjalnie potraktujmy zatem niniejszy rozdział jako trening myślenia kategoriami technicznymi. Przyda się zarówno szanownemu czytelnikowi, jak i autorowi.
Jak każdy z działów techniki, telekomunikacja jest zarazem dziedziną wiedzy i działalności technicznej. Jak to się do znudzenia powtarza, zajmuje się ona przekazywaniem informacji na odległość. Informacja jest zazwyczaj nadawana i odbierana przez człowieka; ale może być również nadawana i odbierana przez odpowiednie urządzenia techniczne, które ją spożytkują zgodnie z ludzkim zamiarem.
Telekomunikacja zajmuje się formą i kształtem informacji oraz przekazywaniem jej w sposób na tyle wierny, na ile pozwala użyta technologia. Należy zastrzec że telekomunikacja w żadnym wypadku nie zajmuje się procesem powstawania informacji ani jej treścią i znaczeniem. Z praktycznego punktu widzenia informacja jest energią; może to być dźwięk, znaki pisarskie, obrazy ruchome i nieruchome, wartości pomiarowe, dane binarne czy polecenia. kierowane od nadawcy do odległego odbiorcy.
Urządzenia i środki służące przekazywaniu informacji tworzą tak zwany łańcuch telekomunikacyjny. Zadaniem łańcucha telekomunikacyjnego jest wykonanie sekwencji czynności składających się proces przekazywania informacji. A więc po pierwsze należy przetworzyć informację na sygnał dający się przesłać na wymagany dystans przy zachowaniu zadanych parametrów. Do tego celu służy nadawczy aparat przetwórczy, na wejście którego podajemy informację w postaci pierwotnej, a na wyjściu otrzymujemy informację w postaci sygnału, czyli zmian parametrów wybranego nośnika.
W przypadku najczęściej spotykanego przesyłu przy pomocy energii elektrycznej, informacja jest zmianami wielkości elektrycznych (napięcia, prądu, fazy, itd).
Kolejnym etapem jest przesłanie sygnału drogą przesyłową, czyli kanałem telekomunikacyjnym. Rodzaj i właściwości kanału telekomunikacyjnego zależą od typu przesyłanego sygnału.
Ostatnią czynnością w łańcuchu jest przetworzenie przesłanego sygnału na możliwie wierny obraz informacji pierwotnej. Dokonuje się tego przy pomocy odbiorczego urządzenia przetwórczego.
Zatem łańcuch telekomunikacyjny, czyli zespół urządzeń technicznych służących do przesyłania sygnałów elektrycznych na odległość, jest układem dwóch aparatów przetwórczych i zawartego między nimi łącza telekomunikacyjnego. Siecią telekomunikacyjną nazywa się zespół łańcuchów, powiązanych z sobą w funkcjonalną całość.
W zależności od rodzaju realizowanej usługi wyróżniamy sieci telefoniczne, telegraficzne, sygnalizacyjne, transmisji danych, radiofoniczne, radiokomunikacyjne itd.
Funkcje wypełniane przez wyżej wymienione grupy urządzeń tworzą trzy podstawowe działy techniki telekomunikacyjnej:
- technikę zajmującą się urządzeniami służącymi do przetwarzania informacji na sygnał, takimi jak nadajnik radiowy, aparat telefoniczny itd.;
- teletransmisję, zajmującą się przesyłaniem sygnałów od punktu do punktu sieci telekomunikacyjnej, samymi sygnałami oraz ich nośnikami informacji;
- telekomutację zajmującą się zestawianiem i rozłączaniem elementów drogi przesyłowej sygnałów w celu dokonania czasowego połączenia między żądanymi punktami sieci telekomunikacyjnej; droga przesyłu informacji może być zestawiona z dowolnie wielu łączy, połączonych ze sobą łańcuchowo na okres czasu potrzebny do przekazania informacji. Jako technika, telekomutacja obejmuje projektowanie, wytwarzanie, instalowanie i eksploatację urządzeń telekomutacyjnych (central telefonicznych, telegraficznych i innych) oraz zagadnienia ruchu w sieciach.
Telekomunikacja posługuje się wieloma rodzajami kanałów przesyłowych. Mogą to być kanały przestrzenne, częstotliwościowe albo czasowe. Wykorzystuje się też kanały kombinowane przestrzenno-czasowe i przestrzenno-częstotliwościowe.
Kanał przestrzenny charakteryzuje się tym, że część przestrzeni, uczestnicząca w przesyłaniu sygnałów, jest ograniczona w kierunku prostopadłym do kierunku ruchu energii sygnału. Kanały przestrzenne występują w postaci linii przewodowych: kablowych, światłowodowych albo falowodowych. Istnieją też kanały przestrzenne radiowe, w których stosuje się tor przesyłowy w postaci kierunkowej wiązki fal radiowych. Przykładem takiego kanału jest radar.
Natomiast kanałem telekomunikacyjnym częstotliwościowym nazywamy kanał w którym energia sygnału jest zawarta wewnątrz ograniczonego pasma częstotliwości, a w przestrzeni jest ograniczona jedynie zasięgiem. Kanał częstotliwościowy jest charakterystyczny dla klasycznych sieci
Kanał czasowy zaś wyróżnia się tym że w przestrzeni poszczególne kanały przesyłowe czasowe istnieją sekwencyjnie - pojedyńczy kanał odpowiada określonemu przedziałowi czasu.
Możemy wyróżnić kilka podstawowych rodzajów telekomunikacji w zależności od przeznaczenia informacji, celu jej przekazywania albo też jej rodzaju.
Telekomunikacja porozumiewawcza zajmuje się łącznością między dwoma albo wieloma punktami w sieci. Połączenie między dowolnymi punktami może być utrzymywane stale (tzw. sieć połączeniowa) albo tworzone tylko na czas wymiany informacji (sieć komutowana, czyli przełączana). "Najbliższą" siecią komutowaną jest publiczna sieć telefoniczna.
Telekomunikacja rozsiewcza polega na rozpowszechnianiu informacji od punktu nadawczego do dużej liczby punktów odbiorczych, tak jak to się dzieje w przypadku większości systemów radionawigacyjnych.
Telekomunikacja zbiorcza działa w drugą stronę; jednokierunkowo zbiera w jednym punkcie informację pochodzącą od wielu nadawców.
Wewnątrz powyższych typów telekomunikacji rozróżnia się "gatunki", różniące się rodzajem przesyłanych informacji:
- telefonia, zajmująca się przekazywaniem dźwięku,
- telegrafia, czyli przekaz informacji w postaci znaków pisma (do odbioru automatycznego lub bezpośrednio przez człowieka),
- telewizja - przekaz obrazów ruchomych,
- teledacja, czyli transmisja danych,
W obrębie teledacji wyróżnia się czasem telemetrię (przekazywanie wartości pomiarowych), sygnalizację (przekaz sygnałów umownych) i telemechanikę - przekazywanie sygnałów sterujących pracą oddalonych urządzeń technicznych.
Na tym bynajmniej nie koniec; w praktyce spotyka się sporo przypadków o naturze mieszanej albo zgoła nie ujętych w klasyfikacji.
A w ogóle to czcigodna telekomunikacja ma z tym problemy podobne do tych które miał Watykan, kiedy wypadło wprowadzić znaki drogowe. Piktogramy wydawały się nie licujące z powagą, więc na początku postawiono napisy po łacinie. Dextra ne vireris (nie będziesz skręcał w prawo) to jeszcze pół biedy. Co począć z ograniczeniami prędkości, śliską nawierzchnią przed Instytutem Dzieł Religijnych (czyli watykańskim ministerstwem finansów), albo ślepymi uliczkami (jak np. ta prowadząca do gmachu Inkwizycji, obecnie Kongregacji Doktryny Wiary ;)
W potocznym rozumieniu określenie charakteru danej sieci łączności jest proste - dzielono je według typu urządzeń teletransmisyjnych; na przewodowe i radiowe. Takie postawienie sprawy wywodzi się z pionierskich czasów teletransmisji, kiedy to rzeczywiście każdy z dostępnych systemów łączności działał jak "szprechrura" na statku: sieć telefoniczna posługiwała się wyłącznie przewodami telefonicznymi, sieć telegraficzna wyłącznie przewodami telegraficznymi, a sieci łączności radiowej należały do "królestwa fal eteru".
Tak więc każda z ówczesnych sieci telekomunikacyjnych miała swój przyrodzony nośnik informacji i własny, niezmienny typ łącza. Jeżeli wypadło przejść z jednej sieci na inną, należało skomunikować się z operatorem stacji pośredniej. Operator odbierał informację notował ją, po czym przechodził do urządzeni przetwórczego drugiej sieci i wysyłał informację dalej.
W rzeczywistości od dawna już nadawcę i adresata informacji nic nie obchodzą środki (kanały przesyłowe) jakich użyto do zestawienia drogi przesyłowej między nimi. Kiedy rozmawiamy przez telefon, elektryczny sygnał rozmowy biegnie sobie przewodem od aparatu telefonicznego do gniazdka w ścianie, dalej jeszcze kawałek do Tajemniczej Skrzynki - i to wszystko co wiemy na pewno. Dalej rozmowa może biec kablem, albo światłowodem, albo kierunkową wiązką fal radiowych między stacjami radiolinii. Może nawet zahacza o satelitę telekomunikacyjnego. Przeważnie nie wiemy nawet czy nasz rozmówca używa telefonu zwykłego czy bezprzewodowego - i ta nieświadomość też zupełnie nie przeszkadza w rozmowie.
Z tego wynika że dla użytkownika sieci łączności znacznie istotniejsze od środków technicznych jest, gdzie może on osiągnąć adresatów lub źródła informacji. Z takiego właśnie założenia wynika podział sieci łączności na sieci łączności stałej i ruchomej. Siecią stałą umówiono się nazywać taką sieć w której uczestnicy wymiany informacji z zasady mają stałe miejsce w przestrzeni. W sieci ruchomej uczestnicy mogą (choć nie muszą) zmieniać lokalizację w czasie transmisji.
Jeżeli jest mowa o łączności lotniczej, pierwsze co przychodzi na myśl to lotnicza łączność radiotelefoniczna. Poprawnie powinno się mówić o sieci lotniczej łączności ruchomej, ponieważ spotyka się w niej zarówno kanały przesyłowe czysto radiowe, jak i elementy sieci stałych, łączących operatora z oddalonymi urządzeniami radiokomunikacyjnymi. Na dodatek łącza takie służą nie tylko do przekazywania sygnału telefonicznego, ale także zdalnego sterowania i kontroli.
![]() | Sieć radiotelefoniczna, choć najważniejsza, nie jest bynajmniej jedyną siecią łączności istotną dla lotnictwa cywilnego. sieciami łączności stałej i ruchomej: dzierżawionymi łączami telefonicznymi, siecią danych radarowych, siecią urządzeń nadawczo - odbiorczych VHF i sieciami komputerowymi. |
Chociaż zabrzmi to paradoksalnie, bez sieci łączności stałej lotnictwo komunikacyjne byłoby ślepe, głuche i lekko nieprzytomne. Ale jak się zastanowić, wychodzi na to że ponad 90 procent wymiany informacji dotyczącej bezpiecznego i sprawnego wykonania lotu odbywa się między instytucjami "naziemnymi". Zbieranie informacji o stanie atmosfery, stanie lotnisk, dostępności służb, ograniczeniach, a następnie dystrybucja rozmaitych NOTAMów, METARów, TAFów odbywa się poprzez sieci stałe (informacji ATIS też). Zgłaszanie i obróbka planów lotu, koordynacja pomiędzy organami kontroli ruchu lotniczego to tylko część potoku informacji. Nie wspomnę już o transmisji danych radarowych.
Stałą lotniczą sieć telefoniczną dawniej nazywano "łączami sztywnymi". Nazwa ta określa system stałych i niezmiennych połączeń pomiędzy CZRL a organami kontroli ruchu lotniczego ważniejszych lotnisk w obrębie FIR Warszawa oraz z centrami kontroli obszaru krajów ościennych (Berlin, Bratysława, Kaliningrad, Lwów, Malmo, Mińsk, Praga i Wilno). Istnieją także połączenia stałe z centralnymi i regionalnymi ośrodkami wojskowymi.
Ogólnie wygląda to tak jakby od Centrum promieniście rozchodziły się włąsne łącza telefoniczne, dostępne za naciśnięciem przycisku. W Centrum dostęp poszczególnych stanowisk kontroli do zewnętrznych połączeń telefonicznych odbywa się za pośrednictwem VCS (Voice Communication System), który integruje lotnicze sieci łączności ruchomej (radio) i stałej - właśnie stałe łącza telefoniczne i sieć łączności wewnętrznej, czyli interkom.
W ogólnym systemie łączności lotniczej nadal dużą rolę odgrywa łączność telegraficzna. Pomimo że w łączności dwustronnej telegrafia jest wolniejsza od telefonii, pod niektórymi względami ma ona przewagę. Po pierwsze i zasadnicze telegrafia zostawia materialny zapis przekazywanej informacji, przekaz jest zatem niezależny od fizycznej obecności operatora po stronie odbiorczej. Nie bez znaczenia jest także fakt, że informacja w oryginalnej postaci może być przetwarzana automatycznie, co umożliwia współpracę z sieciami komputerowymi.
Architektura sieci telegraficznych może być zbliżona do budowy komutowanej sieci telefonicznej - w zasadzie inne są tylko aparaty przetwórcze (dalekopisy lub terminale). W tego typu sieciach zestawienie żądanego łącza wykonują centrale telegraficzne ręczne lub automatyczne (tzw. Telex).
Lotnicza sieć stałej łączności telegraficznej AFTN (Aeronautical Fixed Telecommunication Network) jest przeznaczona do wymiany informacji dotyczących ruchu lotniczego. Depesze rozsyłane za pośrednictwem AFTN dzielą się na pięć kategorii. Najwyższy priorytet mają depesze oznaczone SS. Są to depesze pilne i alarmowe: informacje o niebezpieczeństwie (między innymi depesze z systemu SARSAT, stanie zagrożenia (np. utrata łączności ze statkiem powietrznym), itp.
Depesze z priorytetami FF i DD są to plany lotu, depesze dotyczące ograniczeń w ruchu lotniczym, NOTAMy, itp. Do kategorii GG należą informacje meteo (METAR i TAF), informacje lotniskowe (np. SNOWTAM) oraz depesze o stanie urządzeń lotniczych. Najniższy priorytet (KK) miały depesze przewoźników i portowe.
AFTN działa nieco odmiennie od typowych sieci dalekopisowych. Z pozoru jest to sieć jak inne: składa się z szeregu połączonych ze sobą węzłów, do których z kolei przyłączeni są użytkownicy z ich terminalami (węzeł COM Warszawa ma ich około 35). Użytkownicy wysyłają lub odbierają depesze, węzły przesyłają je do innych użytkowników lub tranzytem do innych węzłów.
Rodzaj danych i specyfika infrastruktury lotniczej powodują że od sieci wymaga się przede wszystkim całkowitej pewności że przesyłana informacja będzie dostępna dla adresata we właściwym czasie - czyli wtedy gdy on jej potrzebuje. Po drugie sieć jest ogólnoświatowa - nie ma rozgraniczenia między ruchem w obrębie FIRu czy kraju a ruchem międzynarodowym. Po trzecie zaś lwia część informacji płynie tylko w jedną stronę: od jednego z ograniczonej liczby nadawców do wielu adresatów. Co za tym idzie, sieć AFTN raczej nie jest przeznaczona do pogawędek na żywo; służy ona do transmisji informacji niekrytycznych czasowo.
Każdy węzeł pośredniczący odbiera depeszę, zapisuje ją, kwituje odbiór, po czym dekoduje adres i wysyła depeszę dalej - niegdyś tę zasadę nazywano store and forward. Zachowanie depeszy (wymaga się trzymania jej przez 30 dni) pozwala na powtórzenie jej w przypadku błędów transmisji albo niesprawności dalszych elementów łańcucha.
Depesze są wysyłane z wyprzedzeniem; każda z nich musi zawierać adres (albo adresy) przeznaczenia i czas aktywacji, precyzujący kiedy dokładnie ostatni węzeł ma wysłać ją do terminala adresata.
W czasie przerw w ruchu telegraficznym węzły regularnie sprawdzają ciągłość połączeń wymieniając depesze służbowe.

Ośmioznakowy adres AFTN zaczyna się od oznaczenia FIR: dla FIR Warszawa (EPWW) pierwsze dwie litery to EP. Instytucje centralne mają adresy zaczynające się na EPWW (np. Ośrodek Szkolenia Lotniczego to EPWWYGYT, a Minister Infrastruktury ma EPWWYAYX). Kontrola obszaru (ACC) ma cztery adresy.
Adresy użytkowników w portach lotniczych zaczynają się od znaku portu: Warszawa EPWA, Kraków EPKK, Szczytno EPSY, itd. Tak więc wieża w Szymanach ma adres EPSYYDYX. Proste i przejrzyste.
Z wyglądu depesze AFTN są dość sformalizowane. Każda z nich zawiera adres nadawcy, adres odbiorcy (lub odbiorców), adresy węzłów pośrednich priorytet i czas - wszystko na standardowych pozycjach. Treść depesz przeważnie składa się ze standardowych skrótów i kodów, np kod MOTNE, używany do zapisu informacji SNOWTAM.
Cała wielkość systemu polega na tym że zapewnia wysokie bezpieczeństwo przesyłanej informacji przy użyciu bardzo prostych środków. Każdy z węzłów w razie potrzeby może powtórzyć każdą depeszę dowolną ilość razy. Dekodowanie i kierowanie depesz może być wykonane ręcznie albo automatycznie. Sformalizowana budowa depeszy pozwala na szybkie wykrycie błędów; tak samo dobrze może to zrobić komputer, jak i człowiek.
Najprostszy węzeł AFTN można urządzić właściwie wszędzie, i to za tzw. psie pieniądze. Trzeba doprowadzić parę linii telekomunikacyjnych (wystarczą "druty" telegraficzne o prędkości transmisji 50 lub 100 bodów), podłączyć każdą z nich do własnego dalekopisu z perforatorem i czytnikiem taśmy papierowej i zapewnić jakie takie zasilanie. Jeszcze zadaszyć to wszystko, żeby nie kapało do kawy (no i żeby ptaki nie narobiły do lotnictwa), i gotowe.
Konstrukcja taka ma nawet nazwę, mianowicie Torn Tape System - system z odrywaną tasiemką.
Działa to niezwykle prosto. Przyjmijmy że o godzinie 0215 dalekopis podłączony do linii z Quagadugu zaczyna gdakać, i wyjeżdża z niego zadrukowany arkusz papieru. Jednocześnie z nim z boku podrygując wyjeżdża podziurkowana papierowa tasiemka. Bladoróżowa lub brudnoniebieska - kolor nie gra roli. Operator powoli człapie do dalekopisu ("czy oni tam w ogóle nie śpią, czy co?"), zerka na arkusz i już wie że jest to plany lotu z, dajmy na to, Ndjameny do Frankfurtu, które doleciały do niego przez Yaounde i coś tam jeszcze. Ale reszta depeszy się nie podoba; nie ma standardowych elementów na standardowych miejscach. Depesza jest zniekształcona (krokodyle?). Operator wystukuje kod oznaczający mniej więcej "daj to jeszcze raz. Za parę sekund dalekopis ponownie drukuje depeszę - już w porządku (chyba jednak krokodyle...).
Następnie operator odrywa taśmę perforowaną i maszeruje do dalekopisu z napisem BERLIN, wtyka tasiemkę do czytnika, naciska przycisk nadawania - i nic. Zerknąwszy na papier w dalekopisie widzi że ostatnie sakramentalne "ZCZC" pochodzi sprzed ponad pół godziny, co oznacza brak połączenia z Berlinem.
Tu mała dygresja techniczna. Tradycyjne dalekopisy posługiwały się uproszczonymi zestawami znaków pisarskich, zawierającymi duże litery od A do Z (bez znaków narodowych), cyfry i skromny zestaw znaków specjalnych. Sieć AFTN posługuje się alfabetami telegraficznymi ITA-2 (International Telecommunications Alphabet 2) i nieco zmodyfikowanym IA-5.
Znaki międzynarodowego alfabetu telegraficznego składają się z pięciu elementów każdy: prąd w linii płynie w jedną lub w drugą stronę. Na tasiemce perforowanej odpowiada to dziurce lub brakowi dziurki - po pięć w jednym rzędzie. Znaki telegraficzne "Z" i "C" wybrano dlatego, że taka kombinacja nie występuje w żadnym słowie w jakimkolwiek ze znanych języków.
No więc nasz dzielny operator człapie do telefonu i powiadamia dyżurnego teletechnika. Jeżeli przerwa w łączności ma potrwać dłużej trzeba będzie wysłać depeszę drogą okrężną.
Przyjmijmy że ekipa od dostawcy usług telekomunikacyjnych właśnie kończy usuwanie problemu i po kilku minutach dalekopis cyka swoje ZCZC - jest połączenie, można wysyłać. Po wszystkim operator pieczołowicie zwija tasiemkę do pudełka, opisuje je i odkłada do szafy. Po czym pędzi obsłużyć inne bladoróżowe lub brudnoniebieskie tasiemki wyłażące z dalekopisów, których szereg niknie w pomroce sali AFTN.
Operator w Berlinie człapie do gdaczącego dalekopisu ("Warum dieses Mann nicht schlafen kann?"), czyta że to do Frankfurtu, po czym podobnie jak jego poprzednik idzie z tasiemką do odpowiedniego dalekopisu. Tam operator wysyła depeszę do służby planowania - komórki odpowiedzialnej za obróbkę planów lotu. Oni już dalej zatroszczą się o to aby informacje dotarły do służb ruchu zgodnie z podanym czasem aktywacji.
W rezultacie po kilku minutach plany lotu z Ndjameny są podane do wiadomości adresatów. I to ze stuprocentową pewnością i dokładnością.
Oczywiście opisana sytuacja jest wzięta wprost z sufitu, a wszelkie podobieństwo bohaterów do osób rzeczywistych jest dziełem przypadku. Tym niemniej zasada pracy węzła jest właśnie taka jak opisano.
![]() | Jeden z dalekopisów ręcznej centrali AFTN w Warszawie. Operatorka właśnie "dekoduje" depeszę z węzła w Moskwie. Jak dobrze popatrzeć, widać wychodzącą z perforatora tasiemkę (obok klawiatury). |
Sieć AFTN jest uważana za relikt minionej epoki, aczkolwiek istnieje nadal i ma się dobrze. Nie da się ukryć że przy dzisiejszym stanie techniki (i głodzie informacji) powolna transmisja dalekopisowa i sztywna struktura depesz nie są już żadną zaletą.
Ogólnie rzecz biorąc węzeł komputerowy robi to samo co wyżej opisany operator, tyle ze robi to setki razy szybciej i na wielu liniach na raz. Ale nie jest w stanie ominąć typu transmisji ani faktu że jedną linią nadawana jest tylko jedna depesza na raz - abonenci muszą czekać na swoją kolej. A to z kolei narzuca ograniczenia długości depesz - depesza AFTN może liczyć do 2100 znaków, z tym że treść może mieć maksymalnie 1800 znaków.
Obecnie trzon systemu tworzą łącza stałe i komutowane pracujące w standardzie X25. Wewnątrz krajowej sieci AFTN można wykorzystywać komutowane sieci typu X25 (Packet Switching Data Network). W komunikacji między węzłami i abonentami stosuje się przeważnie połączenia modemowe w standardzie V24 (600 do 9600 bodów), poprzez łącza stałe lub komutowaną sieć telefoniczną (PSTN - Public Switched Telecommunication Network. Terminale abonenckie zlokalizowane blisko węzła są zwykle podłączone poprzez lokalne sieci komputerowe.
AFTN nadal może posługiwać się się transmisją telegraficzną alfabetem IA-5 lub ITA-2 z prędkością transmisji 50, 100 lub 300 bodów. Tyle że obecnie są to sporadyczne przypadki; abonentów posługujących się telegrafią spotyka się rzadko. Tym niemniej, każdy węzeł AFTN ma przyłącze (tzw. gateway) dla linii dalekopisowych.
Zaleca się aby skomputeryzowane węzły AFTN mogły współpracować także ze zwykłymi faksami, traktując je jako terminale tylko do odczytu.
Obecnie głównymi sieciami lotniczej łączności stałej są sieć wymiany danych OLDI (On - Line Data Interchange) oraz CIDIN (Common ICAO Data Interchange Network). CIDIN jest w pewnym sensie ogniwem przejściowym. Posługuje się technikami właściwymi dla sieci komputerowych, ale nadal zachowuje strukturę właściwą AFTN; informacja biegnie ściśle określoną drogą od węzła do węzła aby na końcu trafić do adresatów. Tyle, że wielokrotnie szybciej.
OLDI jest systemem łączy opartych na sieci komputerowej, poprzez którą organy ruchu lotniczego koordynują swoje działania. Gdzie tylko jest potrzebny dostęp do informacji o ruchu lotniczym (co obejmuje plany lotu, NOTAMy, METARy, TAFy, sytuację ruchową, informacje lotniskowe i tysiąc innych), Trzeba zapewnić sobie końcówkę sieci pakietowej, komputer z osprzętem X.25 i oprogramowaniem terminala CIDIN czy OLDI - i gotowe.
Tam gdzie jest to potrzebne serwery AFTN/CIDIN mogą pełnić rolę punktu styku AFTN z innymi lotniczych sieci wymiany danych, np. siecią meteorologiczną WMO, siecią SITA (Societe Internationale de Telecommunicatiom Aerienne), a nawet powoli zarysowującym się "lotniczym internetem" - siecią ATN (Aeronautical Telecommunication Network).
Jak widać lotnicze sieci łączności cechuje daleko posunięta schizofrenia. Z jednej strony większość wymiany danych odbywa się przy użyciu zaawansowanych technik, z drugiej utrzymuje się w ruchu sieci co najmniej muzealne. Dzieje się tak z kilku powodów.
Po pierwsze i zasadnicze: bez łączności lotnictwo, i to nie tylko komunikacyjne, w ciągu minut może zamienić się w rosyjską ruletkę. Nie możemy zatem wyłączyć sieci telekomunikacyjnej na czas modernizacji. Przejście na nową technologię musi być "bez szwu".
Po drugie, informacja musi krążyć bez przeszkód po całym świecie. Nie wszyscy chcą wydawać pieniądze na supernowoczesną infrastrukturę. I trzeba bezstronnie przyznać że niekiedy mają rację: czy w takim, dajmy na to, Quagadugu z jego jednym rozkładowym samolotem dziennie potrzeba serwerów, routerów i innych gadżetów, które za pięć lat będą i tak beznadziejnie przestarzałe?
A po trzecie (i wcale nie ostatnie) wciąż zadaje się pytanie: czy nowoczesne rozwiązania są bezpieczne? I to tak na sto procent - przecież pracujemy dla lotnictwa, a tu paruminutowy brak połączenia to coś poważniejszego niż przerwana rozmowa telefoniczna, zjedzony e-mail, albo bankomat co odmówił wydania forsy.
Użytkownik, który potrzebuje większej przepustowości i zmniejszenia pracochłonności obsługi, przetestuje nową sieć łączności i pewnie orzeknie że jest cudownie - wszystko działa 100 na 100. Pomoże mu w tym producent, który jest żywotnie zainteresowany tym, aby stary system szybciej zestarzał się moralnie. Na dodatek każdą ofertę zaczyna się od obietnic zaoszczędzenia na kosztach eksploatacji, zmniejszenia ilości zatrudnionych ludzi, itd, itp. Słowem - social engineering, czyli po naszemu czarowanie klienta.
Współczesna technologia bazuje na komputerach. Rozwój systemów teleinformatycznych polega głównie na opracowywaniu sprawniejszego i szybszego oprogramowania. Nawet opracowywanie nowego sprzętu to głównie praca z oprogramowaniem; urządzenia elektroniczne już dawno osiągnęły taki poziom skomplikowania że można je projektować tylko przy pomocy odpowiednio oprogramowanych systemów komputerowych. Które zresztą też buduje się wyłącznie przy użyciu innych systemów komputerowych. Zamknięte kółko, i na razie bez rozsądnego wyjścia.
Każdy poważniejszy program komputerowy to tysiące albo i miliony linii kodu. Nie można rozpatrywać poszczególnych poleceń oddzielnie; w czasie działania programu muszą one działać jako całość. Więcej - muszą współpracować ze sobą dynamicznie, wchodzić we wzajemne powiązania i oddziaływać na siebie w zależności od tego, co pobierają "z zewnątrz". A to co dzieje się na zewnątrz jest najczęściej wynikiem działania innych programów; urządzenia którymi steruje komputer same są przeważnie specjalizowanymi komputerami w których działa ich oprogramowanie. A w systemach telekomunikacyjnych jest ich z reguły dużo (myśleliście że te podziały telekomunikacji to ja tak piszę sobie a myszom?).
Uwzględniając okoliczność że aby program stał się zrozumiały dla maszyny, jego oryginalna postać, stworzona przez człowieka, musi być przetworzona przez jeszcze inne oprogramowanie, widać ile tu jest możliwości powstania błędu.
Zdecydowana większość błędów oprogramowania wychodzi na jaw w procesie testowania: przy uruchamianiu modułów, testowaniu całości i w eksploatacji próbnej. Dalsze są wykrywane przez pierwszych użytkowników nowego, lśniącego systemu. Producent wprowadza poprawione wersje oprogramowania albo poprawki (tzw. patche, czyli łaty) do wersji starej. Niekiedy wyróżnia się wersje "niestabilne", poprawione ad hoc, i zrewidowane solidniej, tzw. "stabilne".
Złośliwi technicy utrzymują że jeżeli dostarczone ze sprzętem oprogramowanie jest wersji o numerze niższym niż 3, to odbiorca jest traktowany jako królik doświadczalny. Przy wersji 6 oprogramowanie ma już taki ogon, że aby je w ogóle uruchomić potrzebna jest nowa generacja sprzętu. Pojawienie się wersji 9 oznacza że producent właśnie zmienia nazwę i profil działalności. Coś w tym jest: kto może mi podać przykład jakiegoś programu wersji 10 ?
Ogólnie rzecz ujmując nie istnieje oprogramowanie bez błędów. W systemie uważanym za sprawny i stabilny większość byków jest rozpoznana i niegroźna, inne zaś są tak głęboko że prawdopodobieństwo ich ujawnienia się jest znikome. Ale one tam są - po prostu taka jest rzeczywistość.